Spojrzałam w ślad za odjeżdżającym mężczyzną, oceniając, czy mam jakiekolwiek szanse, by go dogonić. Zrezygnowałam jednak, wiedząc, że policyjne, wysłużone już auto nie ma szans z wyścigowym motocyklem.
Oparłam się o bok radiowozu, wyciągając zza paska krótkofalówkę.
- 0520 - powiedziałam cicho, a słysząc odzew, mówiłam dalej. - Ostatni z naszych amatorów nielegalnych wyścigów mi spieprzył. Chłopcy z drogówki nadal obstawiają ulice?
- Wszyscy już sobie odpuścili - zaśmiał się. - Postraszyliśmy dzieciaki, rozpierzchli się i mamy ich z głowy.
- Dopóki znów ktoś nie zwoła innych na wyścig? - zakpiłam.
- Takie życie, mała - mruknął. - I takie prawo.
- W takim razie głupie prawo - warknęłam. - Niech ktoś zrobi im do chol.ery raz na jakiś czas wyścigi, to nie będą mi się po publicznych drogach miotać. Mam ważniejszą robotę, niż uganianie się za nimi.
- Masz chociaż jakieś blachy?
- Kilka - warknęłam pod nosem. - Mam jeszcze jedną sprawę. Sprawdź mi adres niejakiego Brajana Montago. Liczę na sms w ciągu kilku minut.
Odłożyłam krótkofalówkę na siedzenie pasażera i szybko wskoczyłam za kierownicę, wiedząc, że jeśli Brajan gdzieś umknął, to na pewno do domu. I o ile nie chodziło mi o rozprawienie się z nim za udział w nielegalnym wyścigu, to już na pewno zamierzałam powiedzieć mu kilka słów na temat tego, co myślę o jego lepkich łapkach...
(Brajan?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz